Na stole kroplę trzyma w ryzach ciężar. Zabierz ciężar, a zostaje samo napięcie powierzchniowe — i kula wody zaczyna dzwonić jak instrument, w tempie widocznym dla oka. Suwak prowadzi od orbity do ziemi; przy 1 g drganie milknie, bo tak każe fizyka, nie reżyser.
Na ziemi powietrze izoluje, w próżni nie ma co się palić. Groźnie robi się pomiędzy — na drodze w górę, gdzie napięcie przebicia spada do minimum. Cała treść mieści się w jednym ruchu suwaka: tam, gdzie fizyka milknie, kadr milknie razem z nią. Łuk pozostaje błękitny — barwa zjawiska nie jest wskaźnikiem.